Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kodeń - o tym, jak to cel uświęca środki

mozaika nad wejściem do sanktuarium

Na elewacji sanktuarium - Bazyliki Mniejszej w Kodniu ( 1629 r.) , o której mówi się, że czym Częstochowa jest dla Polski, tym Kodeń dla Podlasia, uwieczniony został Mikołaj Sapieha , fundator kościoła i ... postać dość dwuznaczna. 




Znany ze swojej pobożności i nazywany z tego powodu Piusem , kiedy zachorował, udał się na  pielgrzymkę do Rzymu, z wiarą, że zostanie uzdrowiony. Tak też się stało, jednak zobaczywszy obraz Madonna de Guadelupe,  namalowany w VI wieku przez św. Augustyna , zapragnął go mieć, więc...ukradł a następnie wywiózł do Polski !  Za kradzież świętego obrazu , został  obłożony ekskomuniką przez papieża Urbana VIII. Po pewnym czasie , klątwa została zdjęta , w uznaniu zasług Mikołaja dla kościoła , gdyż zerwał on sejm,  który rozważał przyznanie równych praw innowiercom a obraz zawisł w sanktuarium, gdzie można go i dziś oglądać.

Tak więc , można powiedzieć nie tylko to, że wszystko ma swoją cenę , ale przede wszystkim, że cel potrafi uświęcać środki....Tylko dlaczego mamy mieszane uczucia , ogladając , z dumą prezentowany , cudowny obraz ???






niedziela, 24 listopada 2013

Włodawa - miasto trzech religii i kultur


Pamiętam, jak słuchając wiadomości radiowych, spiker , doskonale obojętnym głosem czytał: 'Stan wód na Bugu we Włodawie...'. O tyle tylko to miasto na wschodzie , znane mi było 'ze słyszenia'. W czasie mojej podróży po wschodniej Polsce, postanowiłam zahaczyć więc o Włodawe , zobaczyć ten Bug i samej ocenić, czy warto było tak wysłuchiwać o nim całymi latami. Tak się jednak ułożyło, że Bug, podziwiałam gdzieś indziej, natomiast Włodawa, zaciekawiła mnie czymś zupelnie innym...


Informacje, jakie przeczytałam w moich materiałach, zaskoczyły mnie : Włodawa, zupełnie mi nieznana , to ciekawy przykład  miasta kresowego, gdzie na przestrzeni wieków, splatały się losy wyznawców katolicyzmu, prawosławia i judaizmu. Dziś, zwane jest miastem trzech kultur i trzech religii. 

Nie ujmując nic żadnej z nich, najwięcej zainteresowania, wzbudziła we mnie  cerkiew prawosławna  Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy , której połyskujący w słońcu, kopulasty hełm z podwójnym krzyżem, ściągał mój wzrok, od chwili wjazdu do miasta.  Ża bramą, którą zdobi identyczny, żółty krzyż, rozciąga się teren przylegający do świątyni, otoczony starym, ceglanym murem, pełen starych drzew, dających przyjemny chłód , ale i nadający miejscu nieco tajemniczości.  Pełnił on chyba niegdyś funkcję  cmentarza, o czym świadczyły porozrzucane tu i ówdzie krzyże. Smutny ten widok, przypominał mi inny, jaki zobaczyłam, także przy cerkwi  w węgierskim Miszkolcu.




Sama cerkiew pod wezwaniem Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, zbudowana została w 1840-43 r. a już ,  pod koniec  XIX w. ,  przebudowana  w stylu bizantyjsko-klasycystycznym. Początkowo była świątynią unicką, ale po represjach, jakie spotkały kościół unicki ze strony cara, od 1875 r jest cerkwią prawosławną.  

Przez cały czas mojego pobytu na terenie światyni, nie zjawiła się ani jedna osoba .Miasto, jak wymarłe - nikt nie wyjrzał, zajrzał, czy nawet przeszedł obok. Pomyślałam, że takie piekne miejsce, nie może chyba tak zupełnie być opuszczone? Budynek jest zadbany, jakby świeżo pomalowany , żadnych śmieci... Nie wiem, jak żywe są nadal  we współczesnej Włodawie tradycje trzech kultur, o których przeczytałam ? O tym, najlepiej wiedzą mieszkańcy , ja po wejściu na internetową stronę miasta, aby dowiedzieć się, co takiego ciekawego dzieje sie w mieście , zobaczyłam ostatni wpis z lata 2012r.....więc nic???











czwartek, 21 listopada 2013

Kodeń - Brama Unicka

Kiedy ją zobaczyłam pierwszy raz, wydała mi się niezwykle tajemniczą budowlą . Na pierwszy rzut oka, poznać można było, iż była zawsze budowlą samodzielną to znaczy, np. nie jest pozostałością , fragmentem żadnej innej budowli. Samotna, dość gruba, ceglana ściana z sześcioma otworami w kształcie łuków, pokryta sypiącą się dachówką a na jej szczycie , wśród rosnących tak wysoko traw, dumnie prezentuje sie ciekawy, żelazny krzyż.

Obiekt ten, to tzw. Brama Unicka powstała w XIXw (po 1816r?.), prowadząca do nieistniejącej już cerkwi i pełniąca funkcję dzwonnicy. Pod szczytowym łukiem, widzimy drewniane pozostałości konstrukcji, na której wisiał  wielki dzwon, przeniesiony z przyzamkowej cerkwi unickiej - kaplicy  Ducha Świętego. 



 Prawosławna cerkiew unicka  pod wezwaniem św. Michała Archanioła ,  znikła z ul.Sławatyckiej w Kodniu w drugiej połowie XIX wieku -  została spalona i rozebrana . Jej los , tak jak losy ludzi pogranicza, gdzie, jak w tyglu  mieszały się wyznania i wielkie z nimi związane emocje , były burzliwe i do dziś, nie do końca poznane. Wiadomo,że w XVI w ( do 1517r), Jan Sapieha, właściciel ziem, ufundował drewniany katolicki kościół parafialny nad Bugiem pod wezwaniem. Ducha Świętego , który był pierwszą świątynią w Kodniu. W tym to okresie, zezwolił wyznawcom prawosławia na budowę świątyni prawosławnej. To własnie cerkiew  św. Michała Archanioła, której budowa trwała  kilkanaście lat.

W 1821 r, Kodeń strawil wielki pożar , lecz nie wiadomo, czy w wyniku tego pożaru ucierpiała cerkiew św.Michała Archanioła -  do jej rozbiórki, przystąpiono w 1878, czyli 57 lat później.

 Prawdopodobnie,cerkiew została spalona w wyniku represji carskich, jakie spadły na kościół unicki ze strony cara po rozbiorach Polski - unia miała być zlikwidowana. Proces ten, przeprowadzany był stopniowo w latach  1772 do 1875 a w ramach represji w 1839 roku (po powstaniu listopadowym) rozkazem carskim, zlikwidowano  wszystkie diecezje unickie za Bugiem.

Jeśli znajdziecie się w Kodniu, rzućcie okiem na Bramę Unicką , gdyż jej ceglane mury, to tylko czubeczek góry lodowej a w głębinach, kryją się wielowiekowe, mroczne losy  ludzi i budowli przez nich stawianych, o których już dziś mało kto pamięta.

P.S.Podziękowania dla Jagusi za poprawki w nazwie miasta.:)






środa, 20 listopada 2013

Hanna - kapliczka św.Józefa

Jadąc w stronę Włodawy , mimo śliskiej od deszczu jezdni, nagle zahamowałam gwałtownie. Widok, jaki zobaczyłam po prawej stronie drogi, zelektryzował mnie. Samochód pozostał pod tablicą informującą , że do Sławatycz muszę przebyć jeszcze 2 km , do Terespola 45 a ja , wyskoczyłam z aparatem i po przejściu ok. 30 m,  znalazłam się przed drewnianą kapliczką, za którą nie było już żadnych zabudowań, tylko  przekreślony znak ...  'Hanna'.

Kapliczka nie była taka sobie ,  zwyczajna. Posadowiona  na poboczu drogi, na leciutkim wzniesieniu a do niej samej prowadziły dwa schodki. Schowana niemal pod zwisającymi gałęziami klonu, po zbliżeniu się, ujawniła jeszcze jedną tajemnicę : obok, po obu jej stronach, jak wartownicy postawieni na baczność , stały dwa stare, drewniane krzyże.

Drewniane ściany kapliczki, pochylone pod niewiarygodnym kątem,nie wiadomo, jakim cudem dźwigały stożkowatego kształu czterospadowy daszek, wyglądający z dala, jak wietnamski kapelusz. Całość, na żywo, wywałała we mnie pewnego rodzaju tkliwość i żal, że zapewne, ta piękna, wpisana od wielu lat w krajobraz, kapliczka już długo nie postoi.

Ze skąpych informacji, zdołałam ustalić tylko tyle, iz jest to kapliczka z drewnianą, XVIII-wieczną figurką św.Józefa z Dzieciątkiem. Prawdę powiedziawszy, tą informację , trzeba chyba już włożyć między bajki? Z tego, co pamiętam, w kapliczce, znajdowała się figurka Matki Boskiej ? Nie mogę teraz, na zdjęciach dojrzeć szczegółów , tego dnia była deszczowa pogoda a w kapliczce ciemno. Może ktoś z Was ma informacje na temat przyczyny postawienia tej kapliczki właśnie w tym miejscu , oraz jej obecnej i byłej zawartości?










Kruszyniany - wieś na szlaku tatarskim

Jednym z celów, jakie obrałam przy planowaniu wyjazdu na Podlasie były Kruszyniany, wieś polskich tatarów i, jak zaplanowałam ,  trafiłam tam, podążając z Puszczy Białowieskiej. Wiele się naczytałam na temat uroku tego miejsca i smaku wspaniałej tatarskiej kuchni w miejscowej jurcie.

Pierwsi tatarzy, zasiedlili ziemie polskie juz w XIV w.Od czasów Kazimierza Wielkiego, nadawno Tatarom - żołnierzom , czy tłumaczom na usługach króla, ziemie, aby lepiej i trwalej związać ich los z nową ojczyzną. Także pojmanych w walkach jeńców, osadzano na wsiach i w królewskich miastach, gdzie zasilali szeregi rzemieślników . Po wielu zawirowaniach historycznych, Tatarzy złożyli przysięgę lojalności Janowi III Sobieskiemu a w zamian, otrzymali wiele przywilejów, m.in. zrównanie statusu szlachty tatarskiej z polską i możliwość budowy meczetów, co przyczyniło się do przetrwania zwyczajów, religii i języka.

Jak bardzo żywe są one nadal wśród polskich Tatarów, przekonać się możemy, spacerując po kruszynianskim cmentarzu ( mizar) , gdzie po społu z omszonymi głazami najwcześniejszych grobów, oraz późniejszymi , bo XIX wiecznymi nagrobkami z symbolem półksiężyca, dostrzegamy też zupełnie świeże, niedawno postawione. Cmentarz ten, znajdujący sie ok. 100 m za meczetem, na porośniętym drzewami wzgórzu, to miejsce, któremu warto poświecić więcej czasu na zwiedzanie, nie tylko ze względu na 'historycznośc' tego miejsca , ale atmosferę tam panującą. Najstarszy nagrobek, na którym można odczytać napisy, pochodzi z 1774r, ale są i starsze , w formie  dwóch kamieni, położonych w wezgłowiu i 'nogach' grobu. Przechylone, porośnięte mchami, o zrudziałych barwach, już nie mówią kto i kiedy został pod nimi złożony... I tak już zostanie na zawsze, Tatarzy bowiem przestrzegają zasady, że grobów się nie likwiduje a ciał nie ekshumuje. Pod kamieniami, zmarli mają zapewniony prawdziwie wieczny odpoczynek.

Wart wspomnienia jest miejscowy meczet, w którym za opłatą 'co łaska', możemy wysłuchać ciekawej historii Tatarów polskich, poznać ich zwyczaje i miejsce we współczesnej Polsce. Oczywiście, przed wejściem, na ganku należy zostawić zdjęte obuwie, gdyż tak nakazuje wschodnia tradycja. My, kobiety, nie musimy jednak zasiąść w sali ,  do której prowadzi osobne wejście i w której zasiadały od kilku wieków Tatarki , ani okrywać głowy.

Meczet zbudowano na przełomie XVII/XVIII w. i do dziś , nadal służy społeczności tatarskiej. Jego sylweta,  z dwoma wieżami i sygnaturką , stanowi wdzięczny obiekt do fotografowania od strony, leżącego nieco wyżej  mizaru.

Jak wspomniałam, przed wyjazdem zaplanowałam nie tylko zwiedzanie , ale także posmakowanie tego miejsca , udałam sie więc do 'Tatarskiej Jurty U Dżannety'. No cóż... Dla mnie, to już komercyjna sieczka z horrendalnymi cenami, o czym napisałam w innym wpisie 'Podróże kulinarne...'.

Tak, czy inaczej, warto wstapić do Kruszynian, choćby po to, by poznać mało znaną historię polskich Tatarów i zagłębić sie w ciszę wiekowego cmentarza.




















piątek, 15 listopada 2013

Noc nad Narwią

Niedawno 'się zgadało' z przyjaciółmi o najmilszych momentach życia i wymarzonym miejscu na Matce Ziemi. Wśród tych , które zostawiły we mnie najpiękniejsze wspomnienia, jest pewna noc spędzona nad Narwią , niemal nie przespana a spędzona na patrzeniu w leniwe nurty rzeki i nasłuchiwaniu tego, co wokół śpiewało, cykało, piszczało i pluskało.

Nie wiem dokładnie, gdzie to było ... Późnym wieczorem poszukiwałam noclegu i poprosiłam o niego w jakimś ośrodku położonym przy leśnej drodze , niedaleko przepięknego, białego mostu przerzuconego nad rzeką. Pozwolono mi rozbić namiocik na samym skraju terenu , tuz nad brzegiem Narwi. Dość późno w nocy pogasły światła i umilkły różne - miłe i niemiłe - dźwięki urlopowiczów, ale kiedy to się stało , okolica nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki , zmieniła się nie do poznania.  Z mroku , zaczęły wyłaniać się kształty, do uszu dochodzić bzyczenie, cykanie i plusk nurtu rzeki. Co jakiś czas , jej spokojnie płynące wody mąciła rzucająca się ryba a kręgi na wodzie dochodziły niemal do stóp cypelka , gdzie siedziałam.


Rano, kiedy ośrodek  spał zmęczony nocnymi pohulankami,, zgodnie z umową zwinęłam swój namiocik , wyniosłam do auta klamoty , ale z kubkiem porannej kawy jeszcze chwilkę posiedziałam na brzegu. Wokół lasy i podmokłe nieco , nieokoszone łąki ... Spokojne i piękne widoki , które do dziś wspominam z sentymentem.









Supraśl - Muzeum Ikon

Kto , jak ja , w jaskrawy od słońca i upalny dzień,przestąpi próg supraślskiego Muzeum Ikon , zaskoczony , znajdzie się nagle w innym , mrocznym świecie starochrześcijańskich katakumb. Niezwykły to przeskok od współczesnego, zgonionego wyścigiem o dobra świata , do pełnego tajemniczości  i skłaniającego do refleksji nad sobą i życiem.

widok na monaster 
Niby to tylko muzeum, gdzie możemy podziwiać stare , bo XVII-XX wieczne ikony ... Ale nie do końca to prawda. Nie chodzi nawet o sposób ekspozycji - z mroku , przy dżwiękach chóralnej  muzyki , wyłaniają się nam  kolejne sale i miejsca, które wyznaczane są światłami precyzyjnie skierowanych  i w odpowiedniej chwili, włączanych reflektorów .
 pamiątkowa filiżanka


Znając nieco sposób powstawania ikon , techniki pisarzy  (!!!)   uważających się nie za twórców, lecz wyłącznie za narzędzie, którym Pan posługuje się, nakazując napisać taka a nie inną  ikonę, przenosimy się w świat , w którym to, co złe i odarte z duchowości, niknie. Ojcowie kościoła prawosławnego mówili: : „Niech twój głos śpiewa, a rozum pilnie rozmyśla nad światem”...W supraślskim muzeum, śpiewać nie musimy, muzyka sama wpada nam do uszu, sprzyjając wyciszeniu i refleksji  .



Obejrzymy więc  , chyba największą w  Polsce kolekcję ikon XVIII-XX wiecznych i unikalne ,XVI-wieczne freski ze zburzonej w 1944r i cerkwi Zwiastowania NMP, wchodzącej w skład Monasteru Supraskiego.

Ponad tysiąc różnorodnych ikon mijamy , wpatrując się mniej, lub bardziej uważnie, bo niestety, prawda jest taka,ze wszystkiego nie jesteśmy w stanie dojrzeć, ze wszystkim się zapoznać i wszystko zapamiętać. Wykonane na różnorodnych materiałach -  deskach , w metalu , wyszywane i bogato ozdobione szlachetnymi kamieniami... Ikony cerkiewne, domowe, podróżne,  krzyże .... Ich skomplikowana symbolika, jest dla osoby obcej 'korzeniami' - jak ja  - ciężka do ogarnięcia, zrozumienia...

Zapytałam , skąd takie bogactwo, taka ilość zgromadzonych , pięknych obiektów .Odpowiedź była z tych poważno-anegdotycznych :  Muzeum Okręgowe w Białymstoku od lat 60-tych XX w. pozyskiwało je różną droga - przez zakup, czy dzięki darowiznom  osób prywatnych , ale głównym dostawcą ikon , stał się...  Urząd Celny, rekwirujący przemycane przez granice ikony, które następnie przekazywał  do muzeum.Chwała więc przemytnikom ze wschodu i chwała czujnym celnikom, dzięki którym Supraśl słynie swoimi zbiorami.

MUZEUM IKON W SUPRAŚLU
Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
ul. Klasztorna 1
16-030 Supraśl